12 stycznia 2014

Legenda o początkach

Będzie to opowieść o waszych przodkach, dzieci, więc słuchajcie uważnie. Dawno, dawno temu, kiedy tą ziemią rządziły elfy, urodził się chłopiec. Na imię mu było Drummir. Wróżbici przepowiadali,  że to on będzie długo wyczekiwanym władcą, który odzyska Wielki Tron i władzę w Gothrandzie. Tym czasem, chłopiec dorastał, uczył się i zawierał cenne przyjaźnie z rycerskimi synami. Zbierał armię. Jak głoszą trubadurzy, wielu ludzi w tamtych czasach gotowych było pójść za nim w ogień. Chłopak miał charyzmę. Aż w roku 1224, młody władca wypowiedział wojnę elfom. Był doskonałym generałem. Walczył i zwyciężał, by wreszcie po trwającej pięć lat wojnie, obalić elfiego króla i zasiąść na tronie…
Do Sali Tronowej wpadł oddział, z dowódcą na czele – Drummir’em. W tym samym momencie, na posadzkę spadła głowa elfiego króla, Moireach’a, ścięta przez stojącą za tronem mroczną elfkę, Akairah Neirash.
Drummir znał ją, a jakże. Kiedyś miał nieszczęście spotkać ją na gościńcu i poznać osobiście. Ostatnio wszędzie się o niej mówiło. Akairah to, Akairah tamto. Księżniczka Mrocznego Lasu, która wyparła się tronu. Tylko, co u licha, robiła tutaj?!
- Co TY tu robisz?!
- Siedzę – odpowiedziała, zasiadając właśnie na tronie – A co, nie widać?
- To mój tron. Ty ze swojego zrezygnowałaś – rozejrzał się po sali pełnej zabitych strażników – Chyba, że w celu zajęcia mojego?
- Nie. Chyba, że nie pozostawisz mi wyboru – uśmiechnęła się drwiąco – Ale możemy się jakoś dogadać, prawda?
Nastąpiła chwila ciszy. Żaden z towarzyszy Drummir’a nie śmiał nic powiedzieć.
- Jaką masz propozycję? – rzekł w końcu Drummir.
- Nie przyszłam tu, aby zasiadać na tronie. Więcej, zdzierżę nawet fakt, iż to ty będziesz szczęśliwym władcą Gothrandu. Ale pozwolę Ci na to dopiero, kiedy obiecasz mi, że będę mogła odebrać należną mi własność, którą przed laty zabrał mi Moireach. Ta obietnica będzie wiążąca, domyślasz się chyba, co się dzieje z tymi, którzy nie dotrzymują danej mi obietnicy. Nawet cała zgromadzona tu armia nie byłaby w stanie Ci pomóc. Więc jak będzie?
- Co to za rzecz, którą ukradł Ci król?
- Mea essentia.
Drummir wstrzymał oddech. Oczywiście słyszał o tym, co zwą Esencją Mrocznych Elfów, ale do tej pory nie wierzył w jej istnienie. Ponoć była to ich moc, ich dusza, całe ich jestestwo. To dzięki esencji, mroczne elfy były potężnymi magami. Wielu mówiło, że tylko najpotężniejsze z nich posiadają własną esencję, gdyż jest ona cząstką ciemności. Wielkim przywilejem dla elfa było posiadanie mrocznej esencji na własność. A jeszcze większym, zabrać ją innemu elfowi. Uważano, że jeśli dany elf nie potrafi obronić swojej własności, nie należy mu się ona. Wieść głosiła, że żyją elfy, mające po kilka lub kilkanaście esencji.
Młody król zaczął intensywniej myśleć. „Jeśli pierwszy znajdę tą Esencję, zdobędę potężną moc. Będę niezwyciężony, wręcz nieśmiertelny. Ha! Szczęście się do mnie uśmiechnęło.” Tysiąc myśli przelatywało mu przez głowę. Odszukał wzrokiem swoich wiernych towarzyszy broni. Nie znali łaciny, więc nie wiedzieli co powiedziała elfka. „Zrobiła to specjalnie” – pomyślał – „ta informacja miała dotrzeć jedynie do moich uszu.” Ale dotarła także do doradcy i nauczyciela młodego króla, Corrina. Sędziwy mężczyzna, patrzył teraz to na swojego władcę, to znów na elfkę. Jego oblicze okazywało wielki szok, jaki musiał przeżyć. Drummir spojrzał na zniecierpliwioną Akairah, która głośno westchnęła, by zwrócić jego uwagę.
- Zgoda. Do naszej umowy dodam jeszcze, że pomogę Ci w poszukiwaniach Twojej własności – powiedział wreszcie, uśmiechając się pogodnie.
- Nie. Dziękuję, ale poradzę sobie sama. Pozostańmy przy pierwotnych założeniach.
- Nalegam. Ty odstępujesz mi tron. Ja też chcę coś dla Ciebie zrobić.
Elfka długo myślała nad odpowiedzią, patrząc mu prosto w oczy. Czas stanął w miejscu.
- W porządku. Jest coś, co możesz dla mnie zrobić – gdy się wreszcie odezwała, w jej głosie słychać było drwinę – kiedy już umrzesz, kopnij w dupę Boga. Mnie nie będzie dane Go zobaczyć.
Drummir otworzył usta ze zdziwienia. Po chwili opamiętał się, że królowi nie wypada wyglądać jak kretyn. Uśmiechnął się.
- Hmm… Cóż… Osobliwa prośba. Nie zapomnę o niej, masz moje słowo – nie wiedząc, co ma odpowiedzieć, młody król starał się chociaż brzmieć poważnie.
Elfka także się uśmiechnęła, a potem ukłoniła, wprowadzając tym samym jeszcze większe zdziwienie. „A podobno mroczni nie uznają autorytetów” – przemknęło przez myśl Drummir’owi.
- Trzymam za słowo, Drummirze Śmiały. Rządź tedy w tym królestwie mądrze i rozsądnie. Wrócę kiedyś, kiedy Ciebie już nie będzie, żeby sprawdzić, jak Ci poszło. Żegnaj, młody królu.
Odwróciła się, by odejść, kiedy zawołał zmieszanym głosem:
- Chwileczkę! Miałaś przecież odebrać swoją własność!
- Już odebrałam – wyszeptała Akairah, spoglądając na tron.
A potem odeszła, nie odwracając się już. Trzasnęły drzwi. Drummir odetchnął. Spojrzał na tron, nadal nie bardzo rozumiejąc całe zajście. Tron, który wcześniej był matowo czarny, a teraz miał odcień zwykłego żelaza.

THE END


***
I jest pierwsze opowiadanie. Co o nim sądzicie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz